Czy religia może być źródłem etyki? Wyznania Sensoholika (3)
W pierwszym wpisie z tej serii przedstawiłem Czytelnikowi retrospektywną autorefleksję nad naturą i początkami mojego myślenia filozoficznego. W drugim artykule przedstawiłem uzasadnienie, dlaczego odpowiedzi religijne uznałem za niewystarczające dla mojego niespokojnego umysłu. W niniejszym tekście będę niejako kontynuował tę narrację, ale w zakresie etyki, czyli nauki o moralności: Czy religia może być źródłem etyki i dlaczego NIE może nim być?
Zapraszam do lektury.
Czy religia może być źródłem etyki?
Czy religia może mówić nam, co jest dobre, a co złe? Jak należy żyć? Jak postępować? Dla większości osób wierzących odpowiedź wydaje się oczywista: tak, to właśnie z religii, a więc ze sfery relacji z Bogiem, człowiek wyprowadza rozróżnienie między tym, co słuszne, a tym, co niewłaściwe. W istocie etyka – rozumiana jako konkretny zbiór zasad – stanowi jedną z nieodłącznych części religii; każda religia wskazuje określony sposób życia, albo zakazuje pewnych postaw i czynów.
Trudno oczekiwać innej odpowiedzi ze strony osób wierzących religijnych.
A jednak taka odpowiedź opiera się na istotnym założeniu: że religia, którą wyznajemy, jest prawdziwa. To jednak niezwykle śmiałe twierdzenie. Najpierw należałoby bowiem zapytać, czym w ogóle jest prawdziwość w kontekście religii – jaka miałaby być jej definicja – a następnie zastanowić się, według jakiego kryterium można by stwierdzić, że dana religia jest prawdziwa.
W moim przekonaniu, wynikającym z dotychczasowych rozważań i doświadczeń, ów warunek prawdziwości religii ma charakter wyłącznie postulatywny. Innymi słowy, postuluje się i utrzymuje, że dana religia jest prawdziwa albo nie, lecz czy naprawdę można jednoznacznie orzec, że tak właśnie jest?
Weryfikowalność i falsyfikowalność religii
Jeśli przyjąć, iż religia prawdziwa to taka, która opisuje rzeczywistość (Boga, człowieka i świat – albo – teologię, antropologię i kosmologię) w sposób zgodny z tym, jak faktycznie jest, to ze spokojem sumienia mogę stwierdzić, że 99% religii, które poznałem nie jest prawdziwa. Ten sposób określania prawdziwości wywodzi się z korespondencyjnej teorii prawdy (o czym już niegdyś pisałem na blogu), która głosi tyle, co to, że Prawda jest zgodnością myśli z rzeczywistością.
Słabością tej koncepcji jest fakt, iż większości twierdzeń religijnych nie możemy pozytywnie zweryfikować (nie da się tego sprawdzić, czy jest tak, jak głoszą poszczególne religie), a te twierdzenia, które dają się zweryfikować najczęściej nie wytrzymują próby obserwacji oraz racjonalnego rozumowania.
Wracając teraz do tych twierdzeń, których jednak nie dało się zweryfikować, musimy przyznać, że nawet wtedy możemy przesiać je przez pewne poznawcze sito, którym jest zasada prostoty, zwana też czasem Brzytwą Ockhama. Zasada ta brzmi mniej więcej tak, że prostsze rozwiązanie/wyjaśnienie jest lepsze, o ile nie ma przesłanek, aby stosować bardziej skomplikowane/złożone.
W obliczu tego, że większości twierdzeń religijnych nie da się pozytywnie zweryfikować empirycznie (naocznie) w połączeniu z zasadą prostoty, dojdziemy do wniosku, że nie ma dobrych, obiektywnych i jednoznacznych argumentów, dla których którakolwiek z religii miałaby zostać uznana za zgodną z rzeczywistością, a więc prawdziwą.
Wspomnę również, choć nie będę rozwijał tego wątku, że zasadniczo nie dysponujemy pewnym i prawdziwym obrazem rzeczywistości tak, aby móc porównać pewne twierdzenia z tymże obrazem. Niemniej jednak i tak na co dzień operujemy pewnym roboczym, wyobrażonym i zniekształconym światopoglądem, zatem umównie moglibyśmy mówić o weryfikacji (twierdzeń religijnych z wyobrażeniem rzeczywistości); nadal jednak pozostaje kwestia braku narzędzi, aby to weryfikować. Inaczej mówiąc – jak sprawdzić, czy Słońce ma świadomość, albo że istnieje jakiś pozaświatowych Duch, który ogarnia całą czasoprzestrzeń, jest niezmienny, wszystko naraz widzący i wiedzący, a przy tym dobry? Albo jak sprawdzić, czy to, że spóźniliśmy się na pociąg, który się ostatecznie wykoleił, było zwykłym przypadkiem, czy może działaniem opatrznościowym? Jak to sprawdzić?
W tym przypadku, to, co nam pozostaje, to np. uszeregować religie i ich twierdzenia religijne od najbardziej niedorzecznego do mniej niepewnych. Tym sposobem otrzymamy odwrócony ranking religii, jendak nadal nie wiemy jak daleko od rzeczywistości znajduje się ta najmniej niedorzeczna teoria religijna.
Niestety – ludzki rozum nie dysponuje narzędziami, aby stwierdzić, która doktryna religijna (o ile w ogóle którakolwiek) najlepiej oddaje rzeczywistość oraz w jakim stopniu.
To z kolei oznacza, że albo nie da się stwierdzić, która religia jest prawdziwa, albo przynajmniej nie da się tego zrobić przyjmując wyżej wskazaną, korespondencyjną koncpecję prawdy. Być może przyjmując inny model prawdziwości pozwoli stwierdzić, że któraś z religii jest prawdziwa…
Religia – coś więcej niż teoria rzeczywistości
Nie tylko religia chce powiedzieć coś o rzeczywistości, czyli o Bogu, człowieku i o świecie; z czasem człowiek rozwinął filozofię (pierwotną naukę) oraz naukę sensu stricto.
Zarówno nauka i filozofia dążą do uzyskania wiedzy o rzeczywistości, choć czynią to różnymi metodami. Nauki empiryczne (fizyka, chemia, biologia itd.) opierają się na metodzie hipotetyczno-dedukcyjnej, łączącej tworzenie teorii i hipotez z ich empirycznym testowaniem przez obserwację, pomiar i eksperyment. Natomiast nauki formalne (matematyka, logika) posługują się metodą dedukcyjną, rozwijając systemy twierdzeń z przyjętych aksjomatów (podstawowych twierdzeń przyjmowanych bez dowodu).
Z kolei filozofia, w przeciwieństwie do nauki, nie opiera się zasadniczo na empirycznej weryfikacji, lecz na refleksji pojęciowej i logicznej analizie założeń, które leżą u podstaw wiedzy naukowej oraz naszego poznania rzeczywistości.
Zatem, gdyby w religii chodziło jedynie o teorię rzeczywistości, to musielibyśmy przyznać, iż ma potężnych konkurentów a kres religii jest bliski, ponieważ zarówno filozofia jak i nauka wypada znacznie lepiej w rankingu na niesprzeczny i dobrze uzasadniony system wiedzy.
Jednak religia to coś więcej niż doktryna, to nie tylko teoria rzeczywistości. Co więcej – u samych historycznych początów religii doktryna była bardzo prosta i stanowiła zbiór kilku przekonań, które były powiązane z kultem (rytuałem) oraz kodeksem postępowania (etyką).
Zatem, chociaż religia wypowiada się o rzeczywistości i współczesnego Europejczyka interesuje raczej (o ile w ogóle), która z tych teorii rzeczywistości jest prawdzwa, czyli zgodna z rzeczywistością, to jednak nie to jest pierwontym zadaniem religii (funkcją).
Co prawda, w filozofii religii istniała swego czasu hipoteza, że religia była jedynie niższą formą nauki i filozofii, a zatem służyła jako system poznawczy świata (opierając się na metodycznie źle przyjętych / często nieświadomie obranych założeniach), jednak ta hipoteza nie wytrzymuje przynajmniej dwóch prób:
- (1) gdyby tak faktycznie było, to dzisiaj religia w zasadzie by nie istniała, z uwagi na wyosce rozwiniętą naukę i technikę;
- ponadto (2) wiele religii nie była w zasadzie skoncentrowana wokół doktryny, mitu i teologii, a po prostu wokół pewnego Sacrum (świętości) i tabu (zakazu), kodeksu moralnego i/lub systemu kultycznego.
To znaczy, że praktyczna funkcja religii jest w niej znacznie ważniejsza niż teoretyczna (światopoglądowa), dzięki czemu religia ma się nadal bardzo dobrze, pomimo niemal niewyobrażalnie szybkiego rozwoju nauki oraz technologii.
Jeśli tak, to być może ujęcie prawdy jako zgodności z rzeczywistością nie jest aż tak potrzebne człowiekowi religijnemu. Być może, tu nie idzie o sprawdzenie, czy wszystkie dogmaty są zgodne rzeczywistością. Zadajmy sobie pytanie, czy potoczny Kowalski faktycznie poszukuje tajnej wiedzy o kręgach anielskich? Czy może po prostu chce wiedzieć jak żyć, albo jak żyć dobrze, jak osiągnąć szczęście, lub czy jest jakiś sens wszystkiego oraz czy jest jakaś nadzieja dla tego świata / dla przyszłych pokoleń?
Jeśli to nas zacznie interesować, wtedy należy będzie sięgnąć po koncepcję pragmatyczną, która głosi, że
myśl jest prawdziwa wtedy i tylko wtedy, gdy działanie podjęte na jej podstawie okazuje się być skuteczne [1].
Takie spojrzenie zupełnie odmienia naszą metodologię tworzenia rankignu najprawdzwiszych religii – już nie szukamy tych, które są zgodne z rzeczywistością (której i tak nie znamy w pełni), ale szukamy takiej religii, która człowiekowi najwięcej daje, która w nosi najwięcej dobra w życie ludzkie.
Etyczne kryterium Prawdy
Poznacie ich po ich owocach (Mt 7,16)
Jeśli już udało nam się porzucić nierealną pokusę weryfikowalności doktryny religijnej z rzeczywistością (zarówno brak pewnego i prawdziwego obrazu świata jak i brak narzędzi weryfikacji) możemy zająć się czymś konkretnym, mianowicie zastanowić się nad tym, która religia jest dobra?
To właśnie Dobro musi być wyznacznikiem prawdziwej religii, ponieważ każda religia zakłada, iż Bóg jest Najwyższym Dobrem, a religia polega na poznaniu i uczczeniu owego Najwyższego Dobra (mówiąć „każda religia” mam na myśli większość rozwiniętych religii teistycznych).
Skąd możemy jednak wiedzieć, co jest dobre, a co złe?
I tu wracamy – po zawiłych i okrężnych rozważaniach – do tytułowego (teraz już nieco rozszerzonego) zagadnienia: Czy religia może być źródłem etyki (i dlaczego nie)?
Jeśli mamy ocenić religię według tego, czy służy człowiekowi (jednostce, grupie czy ogółowi ludzkości) nie możemy sięgnąć po kryterium wypływające z niej samej, a dokładniej z etyki teologicznej danej religii – nemo iudex in causa sua, nikt nie może być sędzią we własnej sprawie (!).
I to jest moja odpowiedź. Religia NIE może być ostatecznym rzecznikiem Dobra Najwyższego, ponieważ to właśnie najpierw potrzebujemy poznać owo Dobro, a dopiero później możemy przeanalizować dostępne nam religie, aby stwierdzić, która z nich ma najbardziej prohumanitarny program (dla jednostki, grupy czy ogólnie ludzkości).
Pamiętajmy o absurdach
Abym został dobrze zrozumiany – nie twierdzę, że ocena poznawcza jest zupełnie zbędna. Wręcz przeciwnie – wróciłbym teraz do naszego zestawienia religii (od najbardziej absurdalnych do mniej nieprawdopodobnych) i teraz wybrał dwie lub trzy, które uplasowały się na dole. Przypomnijmy – najnższa pozycja znaczy tyle, że chociaż nie możemy zweryfikować twierdzeń światopoglądowych danej religiii, to przynajmniej odrzuciliśmy największe niedorzeczności czy absurdy, jak np. przekonanie o tym, że bogowie mieszkają na Górze Olimp w Grecji. Znaczy to, że na dole zestawienia zostały nam najlepsze kandydatki na prawdziwą religię.
Pamiętajmy, że każda z dużych religii zawiera w sobie rozmaite nurty (w tym nurty teologiczne), dlatego nawet badając jedną religią powinniśmy zbadać ją pod kątem nurtów, jakie w niej występują i powtórzyć preselekcję odrzucając te nurty, które najbardziej przeczą zdrowemu rozsądkowi, dowodom empirycznym i/lub są wewnętrznie sprzeczne.
Dopiero po tej żmudnej i długiej drodze docieramy do jakiegoś rozpoznania religii.
I chociaż nie możemy jednoznacznie i ponad wszelką wątpliwość wykazać prawdziwości twierdzeń teologicznych religii X, możemy przebadać ją (i jej nurty), pod kątem tego, czy jest to dobra religia, czy służy człowiekowi – tak jednostce, społeczeństwu, jak i całemu gatunkowi (a może nawet ekosystemowi).
Taki zabieg prowadzi nas do wybrania religii najmniej nieprawdopodobnej i najlepiej służącej rozwojowi oraz szczęściu ludzkości.
Dlatego właśnie twiedzę, iż to nie religia sama w sobie ma dostarczać standardy Dobra.
Jeśli istnieje Bóg (względnie Bogowie, choć ja trzymam się myśli monoteistycznej lub monistycznej, ale na pewno nie pluralistycznej), który jest Dobrem Najwyższym (a w złego Boga – malteizm – uważam, że w ogóle nie należy wierzyć, ani się nim zajmować), tak więc jeśli istnieje taki Bóg, to – na chłopski rozum – nie powinien On ograniczać możliwości poznania tego, co jest dobre, tylko do swoistego poznania religijnego (które jak widać nie jest dane wszystkim ludziom w równej mierze, a jeśli już jest dane przejawia się w bardzo rozmaitych formach niedających się jednoznacznie uwspólnić).
Jeśli istnieje obiektywnie Dobro i jeśli ma ono jakąś wolę samoobjawienia czy samoudzielenia (jak to ma miejsce w tradycyjnych religiach teistycznych), to spodziewalibyśmy się od takiego Dobra, że będzie powszechnie dostępne i raczej przekraczające granice kultur i religii, niż ukryte, dostępne jedynie dla resztki ludzkości, zakonserwowane i pilnie strzeżone przez strażników wiedzy tajemnej.
Etyka ponad teologią
Dlatego tak ważna jest filozofia, tu szczególnie filozofia praktyczna, a więc etyka, ponieważ Dobra należy poszukiwać oraz pomnażać je niezależnie od afiliacji religijnej (lub jej braku). Dobro – zakładam – winno być możliwe do rozpoznania na drodze przesłanek rozumowych, naukowych, refleksji pojęciowej, zasadzie niesprzeczności oraz na powszechnym doświadczeniu ludzkim.
Skoro Jezus z Nazaretu przestrzega swoich uczniów, aby wystrzegali się fałszywych proroków oraz, że poznają ich po ich owocach, to znaczy, że kryterium oceny tychże owoców, musi leżeć poza samymi „prorokami” – inaczej złamaliby rzymską zasadę niebycia sędzią we własnej sprawie, wyszliby na bardziej świętych od papieża, a my byśmy stracili kryterium rozpoznania ich. Nie inaczej jest z religiami świata – poznamy ich po ich owocach.
Jeśli oddamy religii kryterium orzekania na swój własny temat, zrobimy sobie z niej bożka – będzie nie do ruszenia, nie do poprawienia; religia staje się nieomylna w swojej własnej (i każdej innej) sprawie; a z tej pozycji już bardzo łatwo do fundamentalizmu, który nie lubi dyskusji, wielości, dialogu i niezgody.
Jeśli chcemy jako ludzkość przetrwać, musimy wznieść się ponad plemienne i prywatne przekonania religijne, a więc przyznać pierwszeństwo etyce nad religią. Wierzę w takiego Boga, który udziela poznania Dobra wszystkim, niezależnie od tego w co kto wierzy, oraz że to Dobro ma podstawę racjonalną i może być odkryte na drodze rozumowej.
Czy religia może się mylić?
W tym momencie pozostaje jeszcze jedno pytanie – a co, gdy dojdziemy do takiej sytuacji, gdy etyka każe nam postąpić wbrew religii (lub odwortnie: religia wbrew etyce)? Temat ten poruszony jest w dobrze znanej nam opowieści Akeda, czyli Abraham i „złożenia” Izaaka w ofierze Bogu Jahwe.
Podtrzymuję dotychczasowe ustalenia.
Najpierw etyka, potem religia/teologia/etyka teologiczna. Najpierw musi być coś uniwersalnie dobre, dopiero potem może być dobre religijnie.
Dla tych, którzy są wierzący religijnie (szczególnie jeśli bardzo są przywiązani do swojej religii) mam pewne wyjaśnienie. Przeiceż ktoś mógłby zapytać mnie, skoro twierdzę, że filozofia góruje nad teologią, jak mogę nazywać wierzącym, chrześcijaninem?
Możliwe, że kiedyś rozwiniemy ten temat, teraz odpowiem krótko, ale w pełny sposób:
Jeśli religia nakazuje nam zrobić coś, czego etyka nam stanowczo zabrania – albo odwrotnie – jeśli religia zakazuje czegoś, co z kolei etyka w tej sytuacji by nakazywała, i zakładamy, że istnieje Dobry Bóg, który jest Dobrem Najwyższym, a także, że ta religia, którą wyznajemy w najlepszy (możliwy) sposób opisuje tego Boga i Jego wymagania etyczne wobec człowieka, a jednak etyka nakazuje nam co innego (i nie zachodzi błąd rozumowania we wnioskowaniu filozoficznym), to znaczy, że jeszcze nie rozumiemy religii i Boga na tyle dobrze, aby pogodzić wymagania religijne z etyką, do której dochodzimy drogą pozareligijną.
Najpierw należy poznać, doświadczyć i zrozumieć (na ile to możłiwe) Boga, który jest Dobrem Najwyższym, aby móc właściwie interpretować teksty święte (Biblię) oraz doktrynę teologiczną. Najpierw zasada nadrzędna, następnie zaś kazuistyka (analiza konkretnych, poszczególnych przypadków).
W następnym, czwartym już wpisie z serii „Wyznania Sensoholika” odpowiem na pytanie Dlaczego jestem sceptykiem i co to oznacza? Zapraszam do śledzenia dalszych wpisów z tej serii.
[1] A. Grobler, Prawda, jej namiastki i paradoksy z nimi związane, w: R. Ziemińska (red.), Przewodnik po epistemologii, Wydawnictwo WAM, Kraków 2013, s. 24.
teksty powiązane
Święto Reformacji. Musimy nauczyć się rozmawiać
31 października, 2025
Jak owce nie mające pasterza. Pastorska perspektywa na podzielony naród
4 czerwca, 2025